Ogólna teoria wszystkiego w jednym poście, czyli: Granda! Czy on chce nas zanudzić?

W tym rozdziale: Niech żyje telewizja! * Suspens! Scooby Doo demaskuje Agathe Christie! * Suspens sięga zenitu! Homoseksualny seryjny morderca zamieszkuje Baker Street wraz ze swym kochankiem i dziewczyną … oraz prawdopodobnie Batmanem! * Nie ma suspensu są nudy: o uniwersach i kanonach *  Czy Wokulski mieszkał na Krakowskim Przedmieściu? * W butach bohatera powieści * Świat jako sygnał * Tytuł wyjaśniony


Z racji specyfiki tego strasznego postu polecam wpierw obejrzenie dramatycznego susła

Jeden z moich ulubionych (w wieloznacznym sensie) felietonistów, Jacek Kwieciński, oznajmił niedawno, że telewizja jest ogłupiaczem. (nie żeby był szczególnie odosobniony w tej opinii, nie posiadanie telewizora jest zdaje się dość modnym trendem, jednak nigdy nie mogę sobie odmówić pojechania akurat po Jacku Kwiecińskim. tak! o Jacku Kwiecińskim będzie na blogu więcej), że szum informacyjny, że coś tam. Jak w 90% tematów nie zgadzam się z nim tu w pełnej rozciągłości i jak zwykle muszę stwierdzić, że gada dyrdymały o rzeczach o których nie ma pojęcia. Więcej powiem – dzięki Bogu za telewizje! Dzięki Bogu za szum informacyjny! Dzięki Bogu, że żyjemy w dzisiejszych czasach. KOD nigdy nie był bogatszy.
Oglądałem dzisiaj Scooby Doo. Scooby Doo jest skarbnicą fantastycznych absurdów, kiepskich dowcipów i banalnych błędów w sztuce. Z najprostszych rzeczy – ile przypadków możecie sobie wyobrazić by przestępca zmuszony był udawać postać z horroru by zrealizować swoje niecne plany? W jednym odcinku bandyci rezydują w mieszkaniu w niezwykle wysokim wieżowcu. Dzięki specjalnej lunecie (działającej najwyraźniej jak bardziej skuteczny noktowizor) podglądają ludzi w innych mieszkaniach zamykających swoje sejfy. Później już tylko najprostsza część – włamanie się do lokalu i siup! Łupy nasze. Kiedy jednak lokalna firma zaczyna budować wieżowiec przed budynkiem szajki nie pozostaje nic innego jak przebrać się za wampira i wystraszyć robotników. Niech Monty Python przebije to!

Fascynujący jest efekt jaki w serialu mają przebrania. Bandyta przebrany niemalże automatycznie swoim pojawieniem wywołuje popłoch. Bohaterowie uciekają, bandyta ich goni, choć zagrożenie jakie nieść miałoby bezpośrednie spotkanie nigdy nie jest nawet zasygnalizowane. Nawet gdy Scooby i spółka wiedzą już, że nie mają do czynienia ze stworzeniem supernaturalnym w dalszym ciągu przed nim uciekają. Efekt automatycznie pryska gdy maska zostaje zdjęta. Nagle ścigający staje się ściganym. Schwytany stoi potulnie w oczekiwaniu na przyjazd policji. Przypomina to trochę motyw Malenezyjskich masek rytualnych, gdzie człowiek w masce nie gra roli bóstwa ale jest tym bóstwem. W całej jaskrawości widać tu ten trywializm który jest istotą słabości klasycznego brytyjskiego kryminału (tzw. „whodunit’ów”) – ostatecznie ten kto zabił to inna osoba niż ta którą chwyta detektyw. Owszem, tłumaczy nam się, że jest to ta sama osoba. W wersjach filmowych możemy nawet często zobaczyć zbrodnie w jej wykonaniu. Ale sama istota gatunku decyduje, że to nie ona. Prawdziwym mordercą jest tu człowiek bez twarzy, everyman, bez szczególnych cech psychologicznych. Definiuje go pewien schemat, możliwych motywów i metod. A schwytany jest po prostu kimś kto okazuje się do tego schematu pasować (Brian Aldiss miał twierdzić, że Agatha Christie pisząc swoje książki winnego wymyślała dopiero pod sam koniec).
Docieramy tu do istoty problemu – kim jest bohater książki, bohater powieści, bohater komiksu? Arthur Conan Doyle napisał 56 opowiadań i 4 powieści o Sherlocku Holmesie, umiejscowione w Anglii swoich czasów. Po jego śmierci ilość dzieł w których pojawiał się Holmes poszła w setki. Żeby było ciekawiej, w którymś momencie Doyle, zmęczony groszową literaturą uśmiercił swojego bohatera w opowiadaniu „Ostatnia Zagadka”, tylko po to by jakiś czas później z braków finansowych go, niczym Łazarza, wskrzesić, dając początek teorii o tym, że Holmes przed rzeczonym opowiadaniem i po nim to dwie różne osoby (tak! Ludzie miewają takie teorie). W wyniku tego mamy postać która żyje w Londynie przełomu XIX i XX wieku, spotyka się z osobami które nie istniały i bierze udział w wydarzeniach które nigdy nie miały miejsca, co więcej przytrafiają mu się różne wydarzenia których nijak nie można ze sobą pogodzić. Raz jest gejem, raz chłopakiem Ireny Adler, raz Moriartym, raz jego zabójcą. Kim jest Holmes? Problem sprowadza się do odpowiedzi na parę pytań:

1. Czy Holmes mieszkał na Baker Street?
2. Czy Holmes był najbliższym przyjacielem doktora Watsona?
3. Czy Holmes był Kubą Rozpruwaczem?
4. Czy Holmes spotkał Batmana?
5. Czy Holmesa z Watsonem łączył romans?

Schemat tych pytań wygląda następująco:

Pytanie 1. jest pytaniem o relacje między przedmiotem fikcyjnym (Holmes) a prawdziwym (Baker Street)
Pytanie 2. jest pytaniem o relacje między przedmiotem fikcyjnym (Holmes) a fikcyjnym (Watson)
Pytanie 3. jest pytaniem o relacje między przedmiotem fikcyjnym (Holmes) a prawdziwym (Kuba Rozpruwacz)
Pytanie 4. jest pytaniem o relacje między przedmiotem fikcyjnym (Holmes) a fikcyjnym (Batman)
Pytanie 5. jest pytaniem o relacje między przedmiotem fikcyjnym (Holmes) a fikcyjnym (Watson)

Żeby skomplikować sprawę wprowadźmy pojęcie kanonu. Kanonem nazywać będziemy utwór, bądź zbiór utworów co do których istnieje powszechny konsensus, że fakty o danym bohaterze w nim zawarte są prawdziwe. Tak więc kanonem dla Hamleta będzie „Hamlet” Szekspira. Popularna seria komiksowa „Cerebrus Tha Aardvark” będzie kanoniczna dla głównego bohatera ale nie będzie już dla występującej w nim w epizodzie Czerwonej Sonii (bohaterki Roberta E. Howarda). Generalnie, jako zasadę, można przyjąć, że kanon to dzieło jednego autora – twórcy postaci. Acz należy pamiętać, że wyjątki nie są rzadkie. Choćby w amerykańskim przemyśle komiksowym gdzie bohater jest, zarówno legalnie jak i w oczach czytelników, własnością wydawcy, nie autora. W tą czy w tamtą, nasz bardziej skomplikowany schemat wygląda w sposób następujący:

Pytanie 1. jest pytaniem o kanoniczną relacje między przedmiotem fikcyjnym (Holmes) a prawdziwym (Baker Street)
Pytanie 2. jest pytaniem o kanoniczną relacje między przedmiotem fikcyjnym (Holmes) a fikcyjnym (Watson)
Pytanie 3. jest pytaniem o niekanoniczną relacje między przedmiotem fikcyjnym (Holmes) a prawdziwym (Kuba Rozpruwacz)
Pytanie 4. jest pytaniem o niekanoniczną relacje między przedmiotem fikcyjnym (Holmes) a fikcyjnym (Batman)
Pytanie 5. jest pytaniem o spekulowaną relacje między przedmiotem fikcyjnym (Holmes) a fikcyjnym (Watson)

Pytanie 5. jest o tyle specyficzne, że odpowiedź jednoznaczna jest nam dawana przez niektóre dzieła niekanoniczne ale generalnie jest to kwestia tego co dzieje się niejako poza sceną dzieł kanonicznych. Kwestia o tyle interesująca, że często umieszczenie „poza sceną” i pozostawienie domysłowi odbiorcy zdarzenia, relacji czy nawet tożsamości postaci jest zabiegiem celowym autora. Z różnym oczekiwaniem od odbiorcy czy domyśli się o co chodzi, a często z celowym pozostawieniem tej kwestii jego decyzji. I tutaj uwidacznia się fakt, że odpowiedź na pytanie piąte jest kwestią tego jak poważnie traktujemy intencje autora. Najprostszą odpowiedzią jest więc – to zależy od tego czy A.C.Doyle traktował Holmesa i Watsona jako kochanków (w podobnym przypadku, jeden ze scenarzystów Batmana, Alan Grant, na pytanie czy jego bohater miał być homoseksualistą odpowiedział „Batman którego pisałem przez 13 lat nie jest gejem. Batman Denny’ego O‘Neila, Batman Marva Wolfmana, Batman wszystkich aż do Boba Kane‘a … nikt z nich nie pisał go jako homoseksualnego bohatera. Jedynie Joel Schumacher może mieć inną opinie„. Chyba najlepsze zdanie jakie czytałem w temacie, swoją drogą). Więc najprawdopodobniej nie, choć żeby zdobyć definitywną odpowiedź należałoby cofnąć się w czasie i  zapytać. Nie sądzę jednak byśmy byli zobowiązani aż do takiego bałwochwalstwa względem twórcy. Sądzę, że kwestie których nie możemy definitywnie rozstrzygnąć przez odwołanie się do dzieła, są kwestiami których interpretacja jest dowolna. Pozostawiona woli czytelnika. Więcej powiem, sądzę, że nawet w przypadkach kwestii których autor otwartymi nie zostawił (jak domniemana śmierć Holmesa) wystarczająco przekonywujący system interpretacyjny upoważnia czytelnika do przyjęcia odmiennej opinii.

By być bardziej upierdliwym wprowadzę tu jeszcze jedną kategorię. Nieprofesjonalnie zaczerpniętą z świata komiksu, kategorię uniwersum. Jako uniwersum rozumieć będziemy całość rzeczywistości w której funkcjonuje dany bohater w danej interpretacji. Wszystko co wydarza się w książce x wydarzy się też w książce y jeśli interpretowane są one jako część tego samego uniwersum u. Sformułowanie „interpretacja” wskazuje, że jedna książka i jeden bohater mogą należeć do różnych uniwersów. Istnienie i wewnętrzny układ tych uniwersów są kwestią decyzji ale są one możliwe do zewnętrznego uporządkowania. Żeby utworzyć jakąś mapę, rzeczywistość kanonu nazwijmy uniwersum n (uniwersum 1, 2, 3 etc.) . Jest to rzeczywistość zależna od konwencjonalnego postrzegania danej postaci, więc w miarę obiektywna. Uniwersum rozszerzające uniwersum kanonu nazwiemy uniwersum n.n. Uniwersum rozszerzające uniwersum poprzednie nazwiemy n.n.n etc. Jako, że nawiązywanie do apokryfów nie jest aż tak częste nie namnożymy sobie kropeczek, acz jakby co jesteśmy na to przygotowani. Konstantem w wewnętrznej organizacji uniwersów są dzieła (książki, filmy, komiksy, opery etc.), postacie oraz opisane zdarzenia, relacje i cechy. Należy tu zauważyć, że stawiając tak sprawę przedmioty  mogą w danym dziele istnieć bądź nie, w zależności od tego jako część jakiego uniwersum je rozpatrujemy. Tintin będzie lub nie będzie miał genitaliów w zależności od tego czy interpretujemy go jako postać z uniwersum n, czy jako postać z uniwersum n.1, do którego należy też rewizjonistyczny „Tintin w Tajlandii”. Zdarzenia mogą wychodzić z szarej strefy interpretacji i stawać się faktami. Holmes będzie gejem jeśli zinterpretujemy opowiadania o nim jako część uniwersum do której należą też książki w których jest to faktem.
No dobrze, ale co z kwestią relacji przedmiotów rzeczywistych z przedmiotami fikcyjnymi? Gdzie odpowiedź na pytania 1 i 3 ? Najprostszym rozwiązaniem jest stwierdzenie, że nie mamy tu do czynienia sensu stricte z przedmiotami rzeczywistymi. Świat Holmesa jest po prostu niemalże identyczną kopią naszego tylko, że z Holmesem w nim. Ale czy takie rozumienie oddaje sprawiedliwość naszemu myśleniu o Holmesie czy o innych postaciach których świat miałby być prawie identyczny z naszym? W ścisłym tego słowa znaczeniu Holmes nie mieszkałby wtedy na Baker Street, tylko na idealnej kopii Baker Street. Czy to na pewno poprawna odpowiedź? Co na przykład ze słynną tabliczką: „W tym miejscu stał dom w którym mieszkał Wokulski” na warszawskim Krakowskim Przedmieściu? Co z wycieczkami śladami Blooma w Dublinie? Nie ma co się oszukiwać. Nasza wyobraźnia umieszcza te postacie w świecie rzeczywistym, nie w jego idealnych kopiach. Rozwiązaniem tego problemu jest, jak sądzę, interpretacja naszej rzeczywistości jako Uniwersum 0. Uniwersum Holmesa staje się wtedy uniwersum 0.n, rozszerzeniem naszego uniwersum.
Sprawa wydaje się błaha ale ma ważkie konsekwencje. Sądzę, że to co powiedzieliśmy o interpretacjach powyżej odnosi się również do naszego uniwersum które wyróżnione jest tu głównie swoją pierwszą pozycją i naszą w nim obecnością. Struktura naszego świata jest strukturą luźną. Podobnie jak w uniwersach fikcyjnych, istnieją w niej konstanty i dzięki temu, że jest ona znacznie bardziej bogata niż jakikolwiek wytwór fikcji jest ich nieporównywalnie więcej (sądzę, że nazwać tak można każde empirycznie doświadczalne zdarzenie). Jednak istnieją też szare strefy. Takie rzeczy jak istnienie Boga, sensu życia, objawienie Matki Boskiej na kamieniu i miliard innych, są kwestią interpretacyjną. Bodajże, Russell kiedyś napisał, że jak ktoś chce na grzmienie mówić „Zeus się gniewa” to niech sobie mówi. Podzielam tą opinie choć nie podzielam pogardy z jaką została wyrażona. Jest prawdą, że w dziedzinie metodologii nauk powinniśmy kierować się pewnymi ścisłymi regułami (jak choćby zasada „uniwersum minimalnego”, tzn. popularna brzytwa Ockhama) jednak są to reguły zrelatywizowane do pewnego celu. Nie wiem dlaczego w innych sytuacjach mielibyśmy nie uznawać interpretacji nie tyle najprostszych co najładniejszych czy najbardziej inspirujących (czy jakich kto tam chce). Zapewne można te interpretacje zhierarchizować względem ich funkcjonalności czy wewnętrznej spójności ale tak samo można je hierarchiwizować względem choćby estetyki. Sądzę, że nie jest to też kwestia niezwykle abstrakcyjna. Porządkowanie faktów jest doświadczeniem dnia codziennego każdego człowieka. Każda odpowiedź na pytanie o życiowe priorytety będzie tak samo „nieracjonalna”. Znajduje się ona w „szarej strefie” interpretacji, poza konstantami tego uniwersum. Sama struktura naszego postrzegania świata jest strukturą interpretacyjną!
I to jest właśnie Radio Maya – uniwersum w którym żyjesz jako interpretacja Sygnału, nieuporządkowanego strumienia faktów. Przetwarzanie noumenów w fenomeny.

Tego się właśnie można nauczyć ze Scooby Doo.

Reklamy

komentarze 2 to “Ogólna teoria wszystkiego w jednym poście, czyli: Granda! Czy on chce nas zanudzić?”

  1. tombardamu Says:

    Boże. Sobota wieczór a ja 3 stronicowy post umieszczam na swoim blogu. Ale na nerda wyszedłem 😐

  2. totalny noł lajfowiec…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: